Nie wiem czy dobrze robię, prosząc ją o to, gdyż wczoraj była na osiemnastce swojej przyjaciółki Natalie i po powrocie ledwo się trzymała na nogach.
Jednak dalej stoję w drzwiach czekając na odpowiedź.
Szatynka podnosi na mnie wzrok, ziewa.
- Idź do Jasona. Na pewno cię zawiezie - odpowiada i odwraca głowę w przeciwną stronę.
Mam nadzieję, że chociaż on mnie zawiezie, bo nie zamierzam jechać taksówką sama po Londynie. Chociaż mieszkam tu już 10 lat, dalej gubię się w tym mieście.
Idę do pokoju brata. Pukam, po czym wchodzę do środka. Zauważam chłopaka, który sprawdza coś na komputerze. Na mój widok odrywa wzrok od monitora.
- Mógłbyś mnie zawieźć na lotnisko? - pytam.
- Na lotnisko? - zastanawia się chwilę. - Przecież dzisiaj lecisz. Zapomniałem. Molly cię nie zawiezie?
Kiwam przecząco głową.
- Za ile masz tam być?
- Za 2 godziny, ale pasowałoby być godzinę wcześniej.
- Okej. Za pół godziny bądź gotowa. Spotkamy się już na zewnątrz.
Przytulam mocno Jasona. Dobrze, że go mam, bo na Molly nie ma co liczyć.
Idę do swojego pokoju. Jeszcze raz patrzę, czy wszytko spakowałam. W końcu to mają być najlepsze wakacje z najlepszym przyjaciółmi. Ciągle jest mi trochę, że nie będzie z nami Camerona. Bez niego to nie to samo. Ja i on zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Pomimo, że nasza grupa liczyła sześć osób, to właśnie z nim dogadywałam się najlepiej.
Znoszę walizkę po schodach. Nie jest ciężka, ale też nie należy do najlżejszych.
Wychodzę przed dom. Widzę Jasona, który czeka na mnie przy samochodzie. Podchodzę do niego i daję mu walizkę, a następnie wsiadam do środka. Brunet chowa ją do bagażnika, po czym wsiada do auta. Odpala pojazd i ruszamy w kierunku lotniska. Szukam w radiu jakichś fajnych piosenek. Jednak nie znajduję żadnej, którą lubię, więc postanawiam wyciągnąć słuchawki. Jednak zanim mi się to udaje, jesteśmy na miejscu. Jason szuka wolnego miejsca na parkingu. Po zaparkowaniu samochodu udajemy się na lotnisko.
Szukam wzrokiem moich przyjaciół. Po chwili dostrzegam Sofię, Beatrice i Jack'a.
- Zostać z tobą czy mogę jechać? - słyszę głos brata.
- Możesz jechać, jak chcesz. Dam sobie radę.
- Baw się dobrze - mówi i przytula mnie na pożegnanie.
Gdy odchodzi, idę w stronę przyjaciół. Witam się z wszystkim.
- Gdzie jest Shawn? - mówię.
- Za chwilę powinien przyjść. Poszedł po coś do picia - odpowiada Jack.
Po paru minutach przychodzi Shawn. Z nim również się witam. Rozmawiamy jeszcze chwilę, a później idziemy na odprawę.
Siedzę już w samolocie. Obok mnie są dwa wolne miejsca. Po chwili ktoś się do mnie przysiada.